czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 16

-Laura, Ja cię bardzo kocham, ale jeszcze raz. Tylko mi nie mów, że coś do niego czujesz, bo chyba ci w łeb strzelę. Rozumiem że świetnie całuje, no ale nie zrozum mnie źle. To jest TEN Sebastian Rudnicki. Ten, który pobił swojego najlepszego przyjaciela, ten, który siedział w poprawczaku od 15 roku życia. Ten, który o mało co nie zabił cię kiedyś podczas jazdy samochodem. PAMIĘTASZ TO CZY MAM PRZELITEROWAĆ?! - Natalia była lekko rozdrażniona. No bo jakby mogła nie być. Mają sobie cudowny dzień, aż tu nagle zjawia się ON i wszystko rujnuje. No a przynajmniej dzień Laury.
-Nie kochanie. Ja też cię kocham, dzięki za wsparcie. - Zastanawiałam się jak w ogóle mogło do tego dojść. Przecież ja go nie lubię. I jeszcze miałam zrujnowany dzień przez niego. Inni pewnie się zdziwili,  bo faktem jest, że gdy wybiegła z domy nie dołączyła do przyjaciół tylko wyminęła ich i sprintem pobiegła do domu. Kawałek to było, więc trening miała zrobiony.
-Wiesz dobrze, że cię wspieram. Tylko odpowiedz mi na jedno pytanie, jeśli nie jesteś pewna w stu
procentach, to przemyśl to i się nad tym porządnie zastanów. Czy ty do niego coś czujesz? - Natalia spojrzała mi prosto w oczy.
-Ja... - już chciała zaprzeczyć, ale przynajmniej ze sobą samą chciała być szczera. - Ja... nie wiem. Faktem jest, że to dość atrakcyjny okaz, jednakże zdecydowanie ładna buzia nie zastępuje wszystkiego. - odparła lakonicznie, w duchu modląc się, by przyjaciółka odpuściła. Lecz tak na pewno się nie stanie, ponieważ była to właśnie Natalia.
-HA! A więc jednak! Podoba ci się! - Natalia triumfalnie uniosła ręce do góry - Wiedziałam!
- Nie mogłaś wiedzieć i nadal nie możesz, ponieważ ja sama mam co do tego pewne wątpliwości i...
-Dziewczyny! Laura, Natalia! - usłyszałam jak ktoś do nas biegnie. Okazało się, że była to jakaś młodsza brunetka o dużych zielonych oczach. Kogoś mi przypominała, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd ją znam. Natalia chyba też miała co do niej podobne odczucia, bo uważnie się jej przyglądała.
- Co jest Gancarz? - spytała Natalia. Aaaaaaa! Już wiem, ta mała to była nasza wtyka jeszcze w tamtym roku w starej szkole. Masakra. Dziewczyna wiedziała wszystko o wszystkich, była niczym szpieg.
- Pamiętacie tą laskę Justynę? Tę co się...
- Przespała z Dawidem. Tak. Pamiętamy. - Natalia wycedziła przez zaciśnięte zęby. Nikt nie lubił tej lafiryndy. Była od nas starsza o rok i uwiodła Dawida jakiś czas temu. Siedem miesięcy temu Dawid z nią zerwał, bo ona stwierdziła, że nie sprawdza się w roli jej kochanka. Żeby udowodnić, że była to nieprawda, Dawid przespał się z nią jeden jedyny raz, a zaraz potem ją rzucił. Oczywiście było to jak najbardziej uzasadnione. Mi tam odpowiada, należało jej się... W prawdzie było to jeszcze przed tym jak Dawid i Natalia byli parą, no ale jak wiadomo powszechnie, nigdy nie lubi się byłych swojego chłopaka.
- Mam info. To może być szok, ale pamiętajcie nikomu ani słowa. To jest potwierdzone info, bo sama widziałam, ale...
- Zaczekaj chwileczkę - powiedziałam - Co widziałaś?
- Justyna jest... ona przerwała szkołę z powodów zdrowotnych tak?
- No tak. O ile dobrze pamiętam chodziła do szkoły tylko pierwsze półrocze, a potem nikt jej nie widział... Myślałam już o... Nieważne... - Natalia zaczęła się śmiać pod nosem. Ja tez lekko się uśmiechnęłam, bądź co bądź również myślałam, że ją jakiś piorun strzelił, albo wpadła pod autobus. Jak ja nie lubiłam tej suki. Natalia jeszcze bardziej.
- No tak, hehe... ale nie o to chodzi... - tutaj O głośno przełknęła ślinę - bo ona jest w ciąży - tutaj spojrzała ze smutkiem w oczach na Natalię - Siódmy miesiąc.


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

- Kurwa znajdę go i mu nogi z dupy powyrywam! Albo jeszcze lepiej! Przyrodzenia go pozbawię! - darła się na cały głos Angelika wsiadając do samochodu. - Spróbujesz mi coś takiego wykręcić, a spotka cię o wiele gorszy los - popatrzyła na swojego chłopaka, który w duchu dziękował Panu, że zawsze się zabezpieczał. I to DOBRZE zabezpieczał.
- Na co czekasz, wsiadaj! - krzyknęła na niego. Arek miał ją zawieźć pod dom Michała, jednak wszyscy inni poradzili jej, żeby to jako ta co potrafi strzelić kazanie na trzy godziny, poszukała Natalii, która nie wiadomo gdzie się podziała. Angelika myślała i myślała, aż w końcu usłyszała pyknięcie. Sądziła, że to jej czaszka pękła pod naporem ciężkiej pracy mózgu, jednakże był to tylko sygnał smsa.
- Jedźcie na nasz plac. Ja pojadę do niej, chociaż wątpię, że tam wróciła.
-Ok - odpisała.
- Ewelina! - usłyszałam jak mnie woła. Nie trudno było nie usłyszeć, chociaż nie wiem po chuja drze morde skoro stoję dwa metry dalej. No ale jak jest taka, to lepiej jej nie rozjuszać jeszcze bardziej.
- Co jest?
- Spróbujesz się dogadać z chłopakami, razem pojedziecie poszukać tego gnoja, do którego mi już brakuje cierpliwości i będziecie z nim siedzieć, dopóki my nie wrócimy. Pamiętaj, jak gdyby nigdy nic. Nic się nie wydarzyło Bądźcie mili.
- Sie robi szefie! - zasalutowałam i odeszłam w poszukiwaniu mojego chłopaka. Po drodze natknęłam się jednak na Sebastiana. No ładnie! Pięknie! A ten gnom czego tu szuka?!
- Ten gnom jak się wyraziłaś ma byś waszym szoferem teraz. Więc pozbieraj ten i inne tyłki i ruszamy. Nie będę stał tu rok.
- O proszę. Kto by pomyślał. Jesteś teraz taki pomocny, a co cię do tego skłoniło? - spytałam zaciekawiona.
- Yyyyy - nie no elokwencja na poziomie buta - Laura mnie poprosiła...
- Ooo, jak uroczo. A chodzi już z tobą na smyczy czy nawet bez niej trzymasz się jej nogi? - uśmiechnęłam się wrednie. Ten lekko się zaczerwienił, ale znów przyjął tą maskę obojętności.
- A co, zazdrosna? Nie martw się, nawet dla ciebie znajdę czas w moim napiętym grafiku - puścił mi oko. Pff, a co ja? Laura? Żeby się na takie coś dać podpuścić... pfff też mi coś. Na szczęście reszta zainteresowanych raczyła się pojawić więc ruszyliśmy w stronę domu Dawida, bowiem ten, nie dość że był gnojkiem, to jeszcze leniem i zrobił sobie wolne. Ehh... Ta cała sytuacja nie wygląda zbyt dobrze...

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥


Nazywam się Natalia Kowalczyk. Mam 17 lat. Jestem ładną szatynką, o dużych brązowych oczach. Mam wielu znajomych. No dobra, tony znajomych. Jestem szczęśliwa, ponieważ mam wspaniałych przyjaciół. Moi rodzice są super, wyluzowani, ale jednak stanowczy. Gdy coś im się nie podoba to po prostu to mówią. Mam to po nich. Jestem jeszcze trochę pyskata, no ale w końcu jestem tylko nastolatką. Mam przecież wspaniałe życie. Jest jedno ale. Jestem szczęśliwa, ale nic nie czuję. Pustka. Zero emocji. I to wszystko stało się po prostu o tak. Mrugnięcie okiem i całe moje życie się sypię. Ja wiem, nie było kolorowo, ale to... to było przegięcie. Jak on mógł? Nie, jak on śmiał?! Dalej to do mnie nie dociera. Wszyscy mają problemy. Byłam już zmęczona całym tym gównem. Siedziałam tylko na rampie. Obok mnie jakieś małe chłopaczki jeździły na deskach, a dziewczynki na rolkach.
- Jeżeli myślisz o tym, żeby zajumać któremuś z tych dzieciaczków deskę i spróbować swoich sił, to stanowczo odradzam. Zabijesz się jak tylko postawisz na niej nogę. - Obok mnie usiadła Angelika. Spojrzałam na nią. Chciałam się uśmiechnąć jednak nie mogłam się nawet na to zdobyć.
- Czuję się taka pusta. Ja nie chcę się tak czuć - znów spojrzałam przed siebie. Patrzyłam na zachodzące słońce.
- To nie czuj. Zapomnij o tym gnojku. Zapomnij o tym ,że w ogóle istniał. Zapomnij o tych chwilach kiedy byłaś z nim szczęśliwa. Jeżeli chcesz na prawdę zapomnieć, to o wszystkim.Wzloty i upadki, wszystkie podarunki, zdjęcia, jakiekolwiek wspomnienia. Zapomnij, wyrzuć, zniszcz. Jasne. To jest bardzo łatwa droga. Droga, którą wybrał by ktoś słaby. Lecz ty nie jesteś słaba Natalia. Jesteś silniejsza niz to wszystko. Poradzisz sobie. Nie raz widziałam Ciebie, pocieszającą którąś z nas. Przecież pamiętam jak do mnie przyszłaś i po prostu byłaś ze mną po tym, jak bardzo pokłóciłam się z Arkiem. Dlaczego, powiedz mi dlaczego nie wierzysz w siebie samą tak, jak ty wierzysz w nas? Pamiętaj, że zawsze nas masz i my zawsze, ale to zawsze będziemy cię wpierać. Nie bez powodu masz takie super przyjaciółki. Ty nam pomogłaś bezinteresownie, bo na tym polega przyjaźń, my też ci pomożemy. Nigdy o tym nie zapominaj.
Nastała cisza. Natalia zaczęła się uśmiechać, a już po chwili śmiała się jak głupia.
- Angelika... Jak ty wypalisz już z jakimś kazaniem... haha. Za to cię kocham. Masz rację. Jestem silniejsza od tego gówna. Jestem lepsza od niego. A co. Niech zobaczy co stracił! To jest definitywny koniec. Ja w tym wypadku zajmę się czymś pożytecznym, na przykład wami. Hej, zróbmy u mnie jakiś babski wieczór. Tak po prostu. Z nowo narodzoną Natalią! Wiesz... było mi smutno, miałam go za nic niewartego śmiecia, ale teraz jest mi go tylko żal. Żal za to, że jest takim chujem. No o co? Przejedziemy się na desce? - Natalia spytała Angeliki, która na tą propozycję pokręciła tylko głową i się roześmiała. Tak, te ostatnie dni dadzą nam wszystkim do myślenia...


No i jest rozdział w czwartek. Dziękuje tym, tórzy jako tako czytają  moje wypociny. Proszę was o to, żebyście tylko zostawili po sobie jakiś ślad. Nie wymagam pisania wypracowań czy eseji na dwa tysiące słów. Chociażby kropka, jeden wyraz, a będę wiedziała, ze mam dla kogo pisać i że mam pisać dalej. A więc...

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Dziękuję wam kochani.
~PP♥

środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 15

 -Ahahahahaha... Nie no, nie mogę z was! - Laura nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
 -Ja nie wiem, co w tym takiego śmiesznego - oburzyła się Angelika, która powoli odzyskiwała wzrok. -Boże, ale mnie wszystko boli...
 -Jak żeś się tak wyjebała to się nie dziwię - wyśmiała ją Ewelina.
 -Ale wszystko już posprzątane, co nie? Śmiecie wyniesione, pościerane i tak dalej?
 -No został tylko ostatni worek. Tam, stoi koło drzwi - powiedział któryś z chłopaków.
 -Okej...To kto go wyniesie?- spytała blondynka z uśmiechem. Widząc jednak, że nikt nie wstaje, westchnęła głośno i ruszyła po śmieci. Gdy już była pod drzwiami wyprzedził ją Mikołaj.
 -Zostaw to Blondi - uśmiechnął się szelmowsko - To nie robota dla kobiet, tylko dla prawdziwych mężczyzn!
 -Tym bardziej nie powinieneś tego robić myszko. - Puściła do niego oko i zabrała chwilowo osłupionemu chłopakowi worek. Już sięgała po klamkę aby otworzyć drzwi, lecz nagle szybko wraz z Mikołajem odsunęliśmy się od drzwi. Wszyscy zamarli. Słychać było tylko szczęk kluczy, a następnie głos, który należał do mamy Mikołaja.
 -Boże, nie mogę sobie trafić w tą głupią dziurkę!
 -O kurwa - szepnął Mikołaj - Laura przez podwórko, a reszta chować się w kuchni!
 -Daj kochanie, ja to zrobię - dało się usłyszeć męski głos.
 -Szybciej Angelika! - poganiał ją Arek. W końcu chyba się wkurzył, że tak jej to opornie szło, że wziął ją w ramiona i w ostatnim momencie schowali się za ścianą.
 -No to się doigrałeś młody - Sebastian jak gdyby nigdy nic rozłożył się na sofie jak pan i władca. W tym momencie weszli rodzice Mikiego. Kątem oka zauważył blond czuprynę za oknem. Czyli jednak Laurze udało się przemknąć przez salon, który niestety leży na przeciw drzwi frontowych.
 -Pomógłbyś może - warknął ten na kuzyna. Ten w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko.
 -Co ty byś beze mnie zrobił. No dobrze... popatrzmy... - wziął telefon do ręki i wybrał czyjś numer.
 -Do cholery! Miałeś pomóc! - denerwował się młodszy - Cześć mamo, cześć tato!
 -E Blondyna...zrobić ci syna?.. Nie no żartowałem haha... Dobra, słuchaj. Wejdziesz przez frontowe drzwi... Nie, koniec dyskusji!.. Kotku innym razem się podroczymy... Halo?! - roześmiał się Seba. - Niezły diabeł z tej dziewczyny - pokręcił głową.
 - Cześć dzieci! Jak tam weekend? - spytała ich pani Rudnicka.
 -E dzieciaku, to było do ciebie - Sebastian popchnął lekko młodszego kuzyna.
 -Odwal się - odpowiedział mu. Zadzwonił dzwonek. Rodzice odwrócili się, żeby otworzyć.
 -Laura! - nie kryli zdziwienia - A co ty tutaj robisz? Zawołać Mikołaja? - pan Rudnicki już się odwracał.
 -NIE!!! - krzyknęła dziewczyna i państwo Rudniccy patrzyli teraz na nią przenikliwie. Nie mogła dopuścić do tego, żeby się odwrócili, bowiem jej nie takiej skromnej postaci inteligencja wywnioskowała, że musi odwracać ich uwagę, aby jej znajomi mogli wydostać się z domu przez tylne drzwi. -Hmm... To znaczy się... ja, eee... - dała sygnał głową Mikołajowi, że pozostali mogą uciekać - Bo ja tu przyszłam... To znaczy miałam się spotkać... No bo ja do...
 -Do mnie - do drzwi podszedł Sebastian. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Przynajmniej nie musiała się im tłumaczyć. Teraz jego kolej, pomyślała.
 -Do ciebie? - zdziwiła się jego ciotka. Popatrzyła raz na jedno raz na drugie.
 -No to już mi dziewczyny nie wolno do domu zaprosić? - minę miał bardzo poważną. Nie dało się tego powiedzieć o drugiej zainteresowanej, która momentalnie zrobiła się czerwona i z oburzeniem patrzyła na bruneta. Ktoś odchrząknął ze środka domu. Wszyscy odwrócili się w stronę Mikołaja. Laura popatrzyła pytająco na blondyna, a ten w odpowiedzi tylko mrugnął - i po chwili milczenia w końcu przemówił. Chwała niech będzie na Wysokości!
 -Może byście jej dali przejść, a nie stoicie tylko w drzwiach i się gapicie?
 Zdezorientowani rodzice odsunęli się od drzwi i przepuścili dziewczynę. Nareszcie, Alleluja!- myślała. Przeszła obok nich ze spuszczoną głową, bąknęła coś w stylu "dzieńdobrytakwogóle", miotając przy tym w jego stronę gromy z oczu, złapała Sebastiana za rękę i pognała na górę schodami prawie wyszarpując mu przy tym rękę ze stawu.
 -Wow, mała zwolnij... chyba że tak bardzo ci się śpieszy. Trzeba było od razu mówić! - rozradowany chłopak wyciągnął rękę z uścisku i zaczął ściągać koszulkę. Zszokowana dziewczyna przystanęła na chwilę.
 -Co?! Ja nie... Zakładaj to z powrotem!
Dziewczyna była oburzona tymi insynuacjami. Dopiero teraz zorientowała się,że nadal stoją na schodach, a jego wujostwo, wraz z Mikołajem, patrzą na to szeroko otwartymi oczami. Jeszcze bardziej czerwona, o ile to w ogóle było możliwe, Sebę, który śmiał się coraz głośniej wypchała po schodach na górę i szła potem za nim do pokoju, przeprowadzając właśnie w głowie coraz to wymyślniejsze plany morderstwa na Sebastianie R. Na dole słychać było tylko głośne trzaśnięcie drzwiami.
 -No i zniknęli - pierwszy z otumanienia wyrwał się nastolatek
 -Kochanie, eee... Czy my o czymś nie wiemy? - spytali go rodzice.
 -Ja yyy... - jego zdumienie ustąpiło, zastąpione złością na tego bezczelnego typka. - Wychodzę - warknął w ich stronę i wyszedł z domu, mrucząc pod nosem coś o kuzynach z powyrywanymi jajami i wyprowadzaniu jedynek na spacer.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Drzwi głośno trzasnęły.
 -Czy ty kurwa myślisz?! Co to w ogóle miało być?! Jak ja po tym wszystkim spojrzę im w oczy, przecież to jest... - ten jakże wspaniały monolog został przerwany przez wysokiego bruneta, który przywarł ustami do ust niziutkiej blondynki. No, może nie aż tak niziutkiej, ale byłoby mu znacznie łatwiej, gdyby znalazła się nieco wyżej, dlatego podniósł ją do góry i oplótł sobie jej nogi wokół swoich bioder. Laura była zbyt zaskoczona żeby w jakikolwiek sposób zaprotestować. Ale czy na pewno chciała to przerwać? Całą uwagę skupiła na oddawaniu jednego  najbardziej namiętnych pocałunków w jej życiu. Bowiem chłopakowi tylko chodziło o zamknięcie jej ust, żeby skończyła paplać, jednakże, gdy tylko zaczął, nie mógł już przestać jej całować. Posadził ją na szafce, a jego ręce zaczęły błądzić po jej plecach.
 -Deja vu? - pomyślała skonsternowana dziewczyna, jednakże po chwili ni mogła myśleć o niczym innym niż języku chłopaka... O mój Boże!
I właśnie ten nieodpowiedni moment wybrała sobie pani Rudnicka, aby wbić do pokoju. Jupi.
 -Eee... Bo ja wam tylko chciałam powiedzieć, że Mikołaj powiedział, żebym wam powiedziała, że powiedział, że wychodzi - wyrzuciła z prędkością karabinu z siebie, po czym odwróciła się na pięcie i zażenowana opuściła to piętro.
 -O ja cie... lepiej już być nie może - rzuciła sarkastycznie Laura. Chłopak tylko szerzej się uśmiechnął.
 -Znaczy się... No bo ja tego, yyy... No to pa! - dziewczyna błyskawicznie odepchnęła chłopaka od siebie, zapięła rozpiętą koszulę... Czekaj co? Kiedy to się stało?! Nieważne... - myślała biegnąc na dół do drzwi.
Kręcąc głową chłopak rzucił się na łóżko i z tylko jemu wiadomego powodu zaczął się szczerzyć do poduszki. Usłyszał nieśmiałe "Do widzenia" i trzask zamykanych drzwi. Na ten dźwięk jeszcze szerzej się uśmiechnął, myśląc zapewne, ze w poduszce ukryta jest wróżka sprawdzająca stan uzębienia bruneta. No bo tylko taki pomysł przyszedł do głowi jego wujkowi, kiedy den przechodził obok jego pokoju.




♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Ludzie no! Weźcie to na łopatologicznie chłopski rozum! - wydzierała się na odsypiajjących jeszcze weekend uczniów nauczycielka francuskiego. - Przecież to jest bardzo logicznie, że jeżeli mamy rodzaj męski to piszemy étudiant, a w rodzaju żeńskim dodajemy E! No i mamy étudiante!!! A więc moi drodzy, słuchamy. Qu'est-ce que tu fais dans la vie? Dziewczyny.
 -Je suis étudiante.
 - Ładnie, chłopcy.
 -Je suis étudiant.
 -Brawo! Moi, je ne suis pas étudiante. Je suis professeur.
Nagle rozległ się dzwonek. 
 -Na dzisiaj tyle moi mili. Au revoir à tous.
 -Au revoir madame.
Pierwsza z klasy wybiegła pewna blondynka. Szła ona korytarzem aż pod salę języka niemieckiego, gdzie czekała na swoją przyjaciółkę.
 -Laura! Dobrze, że jesteś! Mam teraz przedsiębiorczość, a jest długa przerwa, więc masz duuuuużo czasu, aby opowiedzieć mi dlaczego wczoraj nas zlałaś i pobiegłaś prosto do domu.
 -Właśnie po to przyszłam... Ehh, chodźmy na świetlicę.


Eeeeeee... No nie wiem co powiedzieć. Ale dodałam ten rozdział pod różnymi przezwiskami (np prukwo :') - nie no ja po prostu z tego nie mogę :') ) i groźbami. Które, głownie dzisiaj, wychodziły pod moim adresem od pewnej Natalii. Tak to do ciebie. Nie kocham cię już. Zostawiam cię dla tabliczki czekolady skoro ty mnie nie chcesz... :/
No a co do rozdziału hm...Tak, wiem. Jest zmieniona narracja. Chciałam zobaczyć jak to jest w trzecioosobowej narracji i nie wiem czy jestem zadowolona czy nie, ale wiedzcie, że jestem dumna, że napisałam cokolwiek!

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 14

 - Masz tato - położyłam papiery na jego biurku. Ten tylko w odpowiedzi uśmiechnął się do mnie. - Tata, mam do ciebie jeszcze jedną prośbę. ..
 - Słucham cię - odwrócił się w moją stronę z uśmiechem na twarzy.
 - Na moją prośbę, wypuść Sebastiana Rudnickiego.
Uśmiech zszedł mu z twarzy... - Aaaa... to ten co się w bójkę wdał... Młoda damo, nie życzę sobie, żebyś zadawała się z takimi typ...
 - Spokojnie tato. To jest kuzyn Mikołaja. Tylko dlatego cię o to proszę... Będę za niego odpowiadać! Obiecuję...
- Ale w zasadzie to co ci tak na nim zależy? - zapytał.
Właściwie to sama nie wiem, dlaczego o to poprosiłam. Chyba mi było go żal. Tak! To żal i nic więcej!
 - No dobrze... - tata wyszedł z pokoju - Gabrielu !
Gabriel w minutę zjawił się przy nim.
 - Zaprowadź moją córkę do przetrzymanego. Zostaje wypuszczony za .... prośbą zaufanej osoby.
Gabriel popatrzył na mnie. Odwróciłam wzrok i wyszłam na korytarz, a zaraz za mną Gabe.
- A więc chcesz, żeby go wypuścić ? - odezwał się po paru minutach ciszy.
 - To nie tak. Tylko on jest kuzynem mojego przyjaciela, a ja nie chcę, żeby on miał przez niego jakieś problemy...
- Rozumiem - spojrzał mi prosto w oczy i puścił mi oczko. Zarumieniłam się i pognałam na dół za nim. Gdy dotarliśmy do celi, jego głos spoważniał. Jak widać już znielubił Sebastiana.
- Wychodzisz . - odezwał się tym swoim męskim głosem. Aahhhh rozpływam się....
- Jak to? Już masz mnie dość kolego ? - jak zwykle żartował Seba.
- I radzę ci się zachowywać, bo jak nie będziesz grzeczny, ktoś może mieć później przez ciebie kłopoty - warknął na niego przepuszczając go dalej.
- Taaaa? A niby co mnie obchodzi jakiś frajer, który..... - i w tym momencie zobaczył mnie. Upss.
- Mam nadzieję, że ci się to tylko wypsnęło, bo mogę cię tam wpakować jeszcze raz .. - powiedziałam do niego, po czym zwróciłam się do Gabriela - Powiesz mojemu tacie, że wyszłam? Dzięki. - pomachałam mu na pożegnanie. Zapukałam na dyżurkę. Komendant niepewnie patrzył na Sebe, ale pomachałam do niego i od razu się rozchmurzył - Do widzenia panie Leszku!
- Do zobaczenia Lauro! - odpowiedział mi i wypuścił nas z komendy. Wyprowadziłam "skazanego" i poszłam po swój rower. - No na co czekasz?! Chodź! - krzyknęłam na niego.
- TY SOBIE ZE MNIE JAJA ROBISZ?! PSIARNIA?! I TY SOBIE TUTAJ TAK SPOKOJNIE CHODZISZ?!
- Nie drzyj japy, bo mnie głowa boli. Mój tata jest policjantem i nic z tym nie zrobisz. Znam tutaj prawie wszystkich i w razie potrzeby pomagam komu mogę, więc uspokój się i chodź. Rozumiem, że te kluczyki, które dał mi Gabe są od twojego samochodu, więc... gdzie on jest?
-Hmmm - już się trochę uspokoił. - Chyba klub Dziewiątka to jest koło placu..
- Wiem gdzie to. Na szczęście to niedaleko. Więc się przejdziemy i mi opowiesz jak do cholery żeś się wpakował w kłopoty.
- Skarbie .. ja nigdy nie szukam kłopotów. To kłopoty szukają mnie.
- Tsaa, a ja jestem Św. Kunegunda.
- No co się śmiejesz. Wyszedłem sobie spokojnie z klubu, idę do auta, a przy nim stoją jakieś typki. Patrze jeden ma drut i rysuje auto. A to nawet nie było moje auto, więc coś im tam powiedziałem, a oni do mnie zaczęli dymić i rzucili się na mnie. To dałem jednemu w pysk, drugiemu w brzuch no ale zostało jeszcze trzech no i w końcu psy podjechały i mnie zgarnęli.
Patrzyłam się na niego w milczeniu, nie wiedząc czy uwierzyć w tą historyjkę czy nie. Ale postanowiłam, że mu uwierzę, bo mówił spokojnie i bez mrugnięcia okiem. No chyba, że jest takim dobrym kłamcą. Nie no... lepszym ode mnie nikt nie będzie. Hehehe. Chociaż ja swojego talentu aktorskiego nie używam zbyt często. Tylko w wyjątkowych sytuacjach.
- Uznajmy, że ci wierzę...
- Jest! - uniósł pięść do góry w geście zwycięstwa. No nie mogłam się nie roześmiać.
- Ale teraz słuchaj... Proszę cię, nie pakuj się już w żadne kłopoty, bo ja będę miała przesrane.
- A co mogą zrobić kochanej Laurze ? - uśmiechnął się trochę z kpiną.
- Mogę za ciebie bulić. Za kłamstwo mogą mnie wysłać na jakieś prace społeczne, a ciebie wsadzą do pierdla i tyle będzie - zdenerwowałam się. No bo kurde. Pomagasz człowiekowi. Wyciągasz go z odsiadki, a ten ani me, ani be. Nie podziękuje tylko cały czas pretensje.
 - No to jesteśmy - powiedział. Staliśmy na parkingu. na którym stał tylko jeden samochód.
- No to cześć. Ja jadę do domu. Tobie też to radzę - odwróciłam się i pojechałam rowerem do domu.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

- Straszny tu chlew. Posprzątajmy, bo nie wiem kiedy mama wróci - zaproponował Mikołaj.
- Tak. W sumie i tak nie mamy nic do roboty - powiedziałam.
Wszyscy zaprali się za sprzątanie. Chłopaki zbierali śmieci z całego domu, Ewelina z Angeliką poszły sprzątnąć łazienki, bo to co w nich zastałyśmy to był koszmar ... A ja zamiatałam i myłam jakieś rozlane plamy. WTF?! Skąd to się tu w ogóle wzięło? Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Wszyscy zamarli, ponieważ byliśmy dopiero w połowie sprzątania. Nikt się nie ruszał, a dzwonek dzwonił. W końcu ja otrzeźwiałam, kazałam wszystkim się pochować i poszłam sprawdzić czy to mama Mikołaja.
- Fałszywy alarm! - krzyknęłam i otworzyłam drzwi Sebastianowi.
- Natalia? - spytał zdziwiony.
- Nie, Św. Monitor. - odburknęłam i odeszłam od drzwi.
- Kurde no samych świętych od wieczora spotykam - zaśmiał się.
spojrzałam na niego zdziwiona, ale ten tylko się uśmiechnął i poszedł dalej.
- Więc... co się tutaj działo?
- Sami chcielibyśmy wiedzieć - do pokoju wszedł Dawid. Przewróciłam oczami i posżłam do innego pokoju, co nie umknęło uwadze Seby, który poszedł za mną.
- Kłopoty w raju?
- A co cię to interesuje? - zakpiłam - Ale zresztą, mogę ci powiedzieć. Już od dawna wszystko się psuje. On .. Ja... To już nie to samo co kiedyś... Teraz już nie jest dla mnie jak kochany chłopak tylko ... no sama nie wiem. Czasem też zachowuje się jak straszna ciota. Ja sama nie wiem.
- To może to zakończ .. ? - zaproponował.
- Nie wiem. W sumie to ja go dalej kocham, naprawdę, ale to już jednak nie to samo co kiedyś. Może po prostu potrzebujemy przerwy czy coś w tym rodzaju...
- Wiesz, z chęcią bym ci pomógł... tyle, że ja nie miałem takich problemów. Ale jakoś sobie poradzisz - uśmiechnął się. Wyciągnął telefon i zadzwonił do kogoś. Rozłączył się i poklepał mnie w plecy. - Nie martw się. Pomoc już w drodze.
- A od kiedy ty taki dobroduszny się stałeś ? -zdziwiłam się. 
- Powiedzmy, że to chwilowie - puścił mi oko i wyszedł z pokoju.
- I jak tam ci idzie Nati? - zapytał Łukasz wchodząc do kuchni.
- W porządku, już prawie skończyłam. A wam jak idzie?
- Myślę, że za 10 minut wszystko powinno być posprzątane na błysk.
- To dobrze... Czekaj jaki dzisiaj jest dzień ?
- Yyyyy.... chyba Sobota, a co?
- Nie nic, tak tylko...
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA - usłyszałam głośny krzyk z góry. Wszyscy pobiegliśmy do łazienki, w której znajdowały się dziewczyny, ale juz na korytarzu dało się zobaczyć, co się wydarzyło.
- Co tu się kurwa stało?! Co wyście do chuja pana zrobiły?! - wykrzykiwał Arek?
- Nie drzyj się na mnie! Nic nie widzę!!!!! - Angelika chodziła po wielkiej łazience z zamkniętymi oczami, machając rękoma na oślep i strącając wszystko co jej stanie na drodze.
- Idiotko nie ruszaj się, bo jeszcze się pośliz...
ŁUP! 
- No i się wyjebała ... - podsumowała Ewelina, która klęczała na ziemi i próbowała zatamować pianę z wodą, która wypływała z pralki.
- Dobra, w dolnej łazience powinno być więcej ręczników. Idźcie tam, a ja popatrzę po pokojach - zarządził Mikołaj.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

- Ni ma chuja ani strusia we wsi, że będę tutaj tak stać przed tymi drzwiami. No halo!!!! Jest tam kto?! Oczywiście, że jesteście pacany!!! Otwierać te drzwi, bo je zaraz wypi.... - popatrzyłam w bok. Tak jak myślałam. Sąsiadka Mikołaja stała na ganku i jak zwykle się gapiła. Nie masz co robić stara klucho tylko stać i się patrzyć?!
- No zaraz wywale te drzwi!!!!! Otwierać do... Aaaaa.... - w tym momencie wpadłam do środka, jako że opierałam się bokiem o drzwi - Do chuja pana.
- Sorki Luś, ale mamy sytuację kryzysową - Łukasz wcisnął mi do rąk ze trzy ręczniki i kazał za nim pobiec na górę. Widok był nieziemski. Aż wyciągnęłam mojego szuper szamszunga i cyknęłam fotę.
- Hahahaha Boże żałujcie, że się teraz nie widzicie - śmiałam się na widok rzucających się na ziemię mokrych chłopaków i dziewczyn. Trzymali ręczniki i próbowali zatamować powódź. No ale zlitowałam się nad nimi i im pomogłam. No i tak właśnie w niecałe 5 minut byłam cała mokra. Kiedy już wszystko poza nami było suche, chłopaki rozebrali się i stali w samych bokserkach.
- No co się tak patrzycie. Ja zamierzam wysuszyć swoje ubranie - powiedział Arek.
- Wam radzę zrobić to samo - wyszczerzył się Mikołaj.
Jak na zawołanie dziewczyny, ku uciesze chłopaków, zaczęły się rozbierać. Ale ja nie jestem taka głupia. O nie! Nie ze mną te numery!!!!!!
- Stop! - zarządziłam. - Moi drodzy, koledzy. To nie są takie tanie rzeczy. Po dwie dychy na łeb i możemy gadać. a tak na serio. To nie stać tu jakbyście mieli kołki w dupie z minami jak małe dziecko, które właśnie ma dostać lizaka, tylko wio po jakieś koce. NO JUŻ!!!!!
- Łeee.. Laura. Psujesz zabawę - powiedział Dawid, jednak gdy zobaczył morderczy wzrok całej grupy dziewczyn, zrobił w tył zwrot i pognał szukać koców. Reszta zrobiła podobnie.
- Ale my głupie jesteśmy - Ewelina walnęła się ręką w głowę.
- Tak, jak to dobrze, że ciebie mamy Blondi - poklepała mnie po plecach. Albo tak jej się zdawało, bo zaczęła bić ręką w szafkę.
- O co chodzi - spytałam szeptem Ew i Natalii.
- Jest teraz trochę ślepa, ale zaraz powinno jej przejść - odpowiedziała mi Natalia.
- Co tu się w ogóle zdarzyło ktoś mi powie - zwróciłam się do wszystkich.
- Oj to długa historia - Sebastian podał mi koc. Reszta chłopców uczyniła podobnie.
- Zapraszam na dół panie, zaraz zrobię wszystkim gorącej herbaty i opowiemy ci wszystko - usłyszałam Mikołaja.





♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥


Boże no sama nie wiem co powiedzieć. To z powodu braku czasu, trochę też mojego lenistwa, ale głównie z braku czasu. Rozdział napisany szybko. Nie mam pojęcia co on wnosi, ale mi się nudziło i postanowiłam, że napisze w końcu ten rozdział. Kto wie... może znowu zacznę systematycznie dodawać te rozdziały... :)
~ PP ♥






sobota, 10 maja 2014

Rozdział 13

- Kotku chodź ze mną... proszę - jakaś czerwonowłosa dziewczyna przytulała się do mnie... a raczej próbowała zlać się z moim ciałem - Mieszkam w bloku zaraz przy placu... mam baaardzo wygodne łóżko - zamruczała mi zmysłowo do ucha. Nagle odsunęła się ode mnie, po czym wtopiła się w moje usta. Odwzajemniłem jej pocałunki,bardzo starając się zmyć ze swoich ust smak innych, miękkich, ciepłych warg. Nie mogłem przestać o niej myśleć. Ja nie wiem co się że mną stało. Kurwa no a byłoby tak łatwo! Że też zachowałem się tak wspaniałomyślnie... Chociaż Blondi wyglądała tak niewinnie. Nawet ja nie miałem serca tego zrobić. Odepchnąłem dziewczynę od siebie.
- Innym razem kocie - rzuciłem odchodząc. Wyszedłem się rozerwać, bo cały czas odgrywałem rolę Matki Teresy, a tu dupa. Najpierw jakaś ruda się mnie uczepiła, teraz ta... Czy ja mam na szyi tabliczkę "TOWAR DO WYNAJĘCIA" ? Koncert?akcji w samochodzie. Boże! Jak ona cudownie całuje! Jeszcze kiedy zaczęła mnie rozbierać.... Matko Boska! Co ja dzisiaj taki pobożny?! Nie mogłem. Ciagle mam te scenę przed oczami. Ona. Ja. Sami. W samochodzie. Całujemy się. Rozbiera mnie. I koniec wspomnienia. A później od początku. Ja jebie. No, no Blondi. Zasiedziałaś mi się w głowie. A TERAZ WYŁAŹ! Wyszedłem z klubu i skierowałem się do samochodu. Zauważyłem, że jakieś tynki stoją obok niego. Oglądają se tylko. Spoko. Ale nagle jeden wziął jakiś drut i porysował drzwi.
- Ej. Jak chcesz się pobawić drutami, to słyszałem że zatrudniają elektryków. Potrzeba im chyba jakichś pacanów do bawienia się drutami elektrycznymi.
Jak na komendę wszyscy się odwrócili. Kurwa. Są starsi. No ale nie z takimi sobie radziłem. Gorsze było to, że mieli przewagę liczebną. Pięciu na jednego? Nie fair. No ale nic. Może sobie jakoś poradzą. Ruszyłem w stronę drzwiczek kierowcy, ale drogę zastąpiło mi dwóch osiłków.
- Kluczyki - wybełkotał jeden. Popatrzył się na mnie z wyższością. Odrzuciłem głowę do tylu i się roześmiałem.
- Stary sory, ale to nie moja bryka. A ja odkupować jej nie zamierzam więc....
I wtym momencie dostałbym w twarz. Nie dostałem, bo mój refleks jest mistrzowski i zdołałem się uchylić. On chciał dotknąć mojej pięknej twarzy? Niedoczekanie. Odpowiedziałem tym samym, no a że gość ma refleks szachisty, to dostał mocno w ryj. Jego kolega też mnie chciał uderzyć, ale jego powaliłem celując w brzuch. Dobra spoko. Teraz tamci się na mnie rzucili. Jakaś babcia po drugiej stronie krzyczała, że na policję zadzwoni. Suuuuuper. Napierdalaliśmy się tak sporo czasu, bo oni coś nie chcieli przestać. Kurde no. Ale im zależy na tym aucie... W końcu usłyszeliśmy ryk syren. Na parking wpadły psy.
- Ręce do góry. Wszyscy. - usłyszałem przez megafon głos policjanta. Jak mnie zgarną to będzie źle. Oj niedobrze. Policjant zaczął iść w moją stronę. Zapiął mi kajdanki. Ekstra. Jadę do psiarni. Łuhuuuuuuuuu....
- Ale ja nic nie zrobiłem - odezwałem się kiedy wpychał mnie do ich pojazdu.
- Jasne - uśmiechnął się krzywo. - A ja jestem Święty Kwadrat.
- Miło mi poznać. Ja jestem Sebastian - wyszczerzyłem się do niego. Popatrzył na mnie jak na idiote.
- Właź, nie pierdol - Ups... chyba go wkurwiłem. Ehh.. trudno, iks de de. Gdy dojechałem na komendę dowiedziałem się, że jest koło trzeciej w nocy. No to zajebiście. muszę tutaj gnić przez 24 godziny, albo poczekać, aż ktoś mnie wypuści. No nie liczyłbym na to drugie. No to się przynajmniej wyśpię. Położyłem się na tym czymś, co oni śmią nazywać łóżkiem i zasnąłem.


♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Boże. Co ja wczoraj robiłam? Nic nie pamiętam... 
Rozglądnęłam się dookoła. No dobra, fajnie, jestem w swoim pokoju. Ale jak ja się tu znalazłam. I co ja robiłam przedtem? A nie! Czekaj, pamiętam. O chuj........ Czy ja chciałam to zrobić znowu? Z NIM?! W SAMOCHODZIE?!?!
Ale mam nadzieję, że jednak się nie skompromitowałam..... 
Nagle zadzwonił telefon.
- No spokój! - krzyknęłam szukając telefonu. Ja pierdole, ale mnie łeb napieprza...
- Halo?
- Laura, słuchaj. Przywieź mi klucze do strzelnicy, bo są mi potrzebne, bo potem idę na jakąś imprezę która tam jest, a do tego potrzebne mi klucze, którymi im otworzę. Oczywiście ich nie wziąłem...
- Spoko, będę za 20 minut...- pojade rowerkiem, spoko. Ale najpierw muszę się: umyć, przebrać pożywić. No i pojadę. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się w długi biały top, czarne legginsy i skórzaną kamizelkę. Na śniadanie zjadłam sobie szybko trzy tosty i wyszłam z domu.
- Jadę do taty - krzyknęłam wychodząc, ponieważ nie wiedziałam czy w domu ktoś jest, czy też nikogo nie ma. Gdy już dojechałam rowerem na komendę, była strasznie zmęczona.... Chyba mi się kręci w głowie. No tak, kac zabójca.Nikt się nie może dowiedzieć... Odstawiłam rower i pobiegłam jeszcze do kiosku na przeciwko, aby sobie kupić pepsi. Najlepsze na kaca! Pijąc napój weszłam do środka. Pomachałam dyżurnemu, żeby mnie wpuścił na górę, a on uśmiechnął się i otworzył mi te durne elektryczne drzwi. Nigdy nie mogłam zapamiętać tego hasła do nich. Popędziłam schodami na samą górę. Boże kolejne drzwi. Zadzwoniłam na numer 56 i czekałam, aż ktoś po mnie przyjdzie łaskawie. Nie musiałam długo czekać, bo drzwi otworzył mi wychodzący z tego korytarza policjant. O. Mój. Boże. To jest facet marzeń. Ach! I ten jego uśmiech!!!!
- Zapraszam piękną panią - przytrzymał drzwi i puścił mi oczko. Oj no nie wierze. Bóg we własnej osobie! Najprzystojniejszy mężczyzna w całym wszechświecie. Mmm, mmm, yeah, yeah. Podkochuje się w nim chyba każda kobieta, która go spotkała. Łącznie ze mną. To już chyba z rok. No ideał po prostu. Został zwerbowany jakieś dwa lata temu. Ma 22 lata, mimo iż wygląda na 25. Ale mi to nie przeszkadza. Kiedyś się hajtniemy i będziemy mieć dwójkę dzieci i wychowywać je będziemy w jego ojczyźnie. Tak, Gabriel pochodzi z Ameryki. Konkretniej jak się już dowiedziałam (kiedy nikogo nie było szperałam w aktach, żeby się czegoś dowiedzieć... jestem super agentem!) urodził się i wychował w Chicago, ale kiedy przeniósł się tutaj jako nastolatek. Dostał się do policji i proszę! Oto i on.
- Cześć Gabe! - przywitałam się i przeszłam koło niego. Mam nadzieję, ze nie widać jak bardzo się rumienię... Podeszłam do drzwi numer 56 i zapukałam. Nic. Dobra co się będę- pomyślałam i wparowałam do gabinetu. No pewnie. Wszyscy miejcie słuchawki w uszach! Podeszłam do taty i brutalnie je mu wyciągnęłam z uszu.
- Co jest... Aaaaa Laura. Dzięki ci bardzo. Jesteś wielka - podziękował mi po czym z powrotem chciał włożyć słuchawki, ale zamiast tego powiedział - Skocz mi na dół do komendanta po jakieś papiery.
popatrzyłam na niego krzywo. Phi. I jeszczeczego. On też patrzył na mnie. Wyczekująco. Oparłam się o ścianę i pijąc moją pepsi patrzyłam się na niego.
- Proszę - w końcu załapał. Odkleiłam się od ściany i ruszyłam z powrotem na dyżurkę.
- Cześć Laura! - zawołał do mnie komendant.
- Dzień dobry panie Leszku - odpowiedziałam miło - Tata mnie prosił o przyniesienie jakiś dokumentów....
- O tak - podał mi teczkę - Co tam u Ciebie słychać Laura? Słyszałem, że ratownikiem zostałaś.
- Tak, już rok temu zdałam kurs...
- Ratownikiem? A mnie byś uratowała? - odwróciłam się i zobaczyłam Gabriela, który szukał czegoś w szafce. Wyciągnął pęk kluczy, oparł się o ścianę i uśmiechnął się szarmancko.
- Ciebie? No nie wiem... - TAK! TA! NAWET GDYBYM MIAŁA ZGINĄĆ TO CIĘ URATUJĘ!!!!! No ale przecież mu tego nie powiem...
- Co się dzieje Gabrielu?- spytał komendant.
- Nasz przetrzymywany twierdzi, że się wstydzi wysikać w tamtym kibelku i prosi o przetransportowanie go do toalety - skrzywił się i wyszedł. NIe! Nie odchodź... proszę!
- No to nic. Dziękuję za te dokumenty. Miłego dnia życzę - uśmiechnęłam się.
- Tobie również dziecko - odpowiedział mi tym samym. Wycofałam się tyłem do drzwi. Wzięłam spory łyk pepsi, jako że chciałam to dokończyć. Odwróciłam się i cała zawartość w mojej buzi wylądowała na osobie stojącej przede mną.
- Co do cholery...- zapytał zszokowany Sebastian. Wtedy podniósł głowę i jego wzrok padł na mnie. - Blondi. Kurwa przez ciebie jestem cały mokry!!! - zaczął się drzeć.
- Wyrażaj się - warknął na niego Gabe - Młoda nie przejmuj się. Leć na górę i poczekaj tam na mnie to ci otworzę.
- O.. Okej.. - spytałam dalej zdezorientowana.

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

- Co jest... ? Natalia idiotko coś ty robiła? - myślałam. No bo to nie jest normalne, że leżę na nogach Eweliny, pod moimi leży Arek, a na nim Łukasz. Lolz. Gejoza sto pro. No nic cza się zwijać. Boże!!!!!! Przecież jest już rano. Popatrzyłam na telefon. O dostałam esa - Dobrze kochanie. Tylko wróć jutro przed 3 bo idziemy do Joy'a. Możesz wziąść Laure :)
Eeeee.... a co ja napisałam? Oho. Popatrzyłam na ostatnie wiadomości.
- Mamo dziewcxyny wdzyskie spoą u Laury. Js też. Wrócw Jutrp. ;*
Aha.... No to w cale nie byłam po procentach. No nic trza te czerepy obudzić.
- Wstawać gnomy i inne kreatury! - wrzasnęłam. Wszyscy jak na komendę się obudzili. - No panowie, panie. Trzeba się dowiedzieć co się właściwie wczoraj wydażyło. Bo ja pamiętam ostatnio tylko moment jak byliśmy na placu. Później pustka...


~~~~~~~~
To tyle. No i nic ciekawego nie powiem :)
~PP


sobota, 3 maja 2014

Rozdział 12

Mojej muzie i bestis ; 3

♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

- Łaaaaa.... - ujrzałam wlaśnie najbardziej wypasiony namiot w całym swoim życiu. W zasadzie to nie widziałam jeszcze żadnego, ale jestem pewna, że ten byłby tym naj.
- Nic specjalnego - uśmiechnął się Paweł. Podszedł do Sory i usiadł na niej. Gestem kazał nam usiąść obok siebie.
- No to co ty tu tak właściwie robisz? - spytała Natalia. Chłopak objął nas obie ramionami.
- Ja tutaj tylko dobrze wyglądam. Mój kochany ojczulek jest jakimś tam menedżerem tych pieprzonych gwiazdeczek - odpowiedział z niesmakiem - Ale jak widać znalazłem sobie przynajmniej fajne towarzystwo.
- No właśnie... - zaczęłam, ale nagle przerwał mi telefon - Halo... co?.. Nie... czekaj, nie słyszę... ok to pod fontanną. Buzi, pa.
- Kto to? - zapytała zaciekawiona Natalia. Popatrzyłam się na nią, a później utkwiłam przepraszające spojrzenie w Pawle.
- Przepraszam cię. Musimy już iść. Chłopaki nas szukają.
- Serio?! Teraz się tak troszczą? - zakpiła Natalia. Paweł się uśmiechnął.
- A dostanę buziaka na do widzenia? - spytał, kiedy już wyszliśmy z namiotu.
- A zasłużyłeś? - zaśmiałam się razem z Natalią, a potem pocałowałyśmy chłopaka w oba policzki. O boże, mam taki dobry humor. Świetnie się bawiłam. No do czasu. Kiedy się obróciłam zobaczyłam parę zielonych oczu wpatrujących się we mnie. Te przepiękne oczy  .... co? Ja wcale tego nie powiedziałam...  nie ważne. Ważne jest to, do kogo one należą. A należą one do osoby, której mocno nienawidzę. Ale czy na pewno? Nie będę się teraz nad tym zastanawiać. Tak poza tym, to dlaczego on się na mnie tak gapi??? Odwróciłam się do Natalii.
- Jestem brudna?
- Nie.
Gdy przechodziłam koło niego, nie zaszczyciłam go nawet spojrzeniem. A co! Niech wie, że jego opinię mam głęboko w....
- Czy ty dajesz sobie sprawę z tego, że nasz zły chłopiec dosłownie pożera cię wzrokiem? - szepnęła, a raczej krzyknęła konspiracyjnie. Jednakże sądzę, że i tak nikt poza mną tego nie słyszał.
- Nie obchodzi mnie to - odpowiedziałam. Skierowałyśmy się w stronę fontanny. Z daleka już zauważyłam czupryne Mikołaja.
- Tu jesteście! Wszędzie was szukaliśmy. Martwiliśmy się - powiedział Dawid.
- Tsa.. ty w szczególności - odburknęła Natalia. Oho. Chyba komuś już się humor popsuł.
- Może pójdziemy gdzie się przejść? - zaproponował Łukasz, który podtrzymywał już nieźle wstawioną Ewelinę.
- To jest świetny pomysł! - wykrzyknęłam. Ruszyliśmy z placu. Szliśmy przed siedzę wygłupiając się i wrzeszcząc na caly głos.

♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

- Możemy pogadać? - zapytał mnie Dawid.
- No dobra... zobaczymy czy masz coś ciekawego do powiedzenia...
Oddaliliśmy się od grupki naszych przyjaciół.
- Natalia... ja... ja nie wiem co się dzieję ale... ale chciałem ci powiedzieć, że cię kocham.
W moich oczach pojawiły się łzy śmiechu, ktore ten frajerze chyba odebrał jako łzy szczęścia. No nic, uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- To przybij piątkę!
- Czyli ty też mnie kochasz? - zapytał szczęśliwy i zupełnie nieświadomy tego co go zaraz czeka. Z poważną miną mu odpowiedziałam - Nie. Oboje mnie kochamy.
Nie mogłam dłużej wytrzymać. BOŻE. ALE ON MIAŁ GŁUPIĄ MINĘ. Roześmiałam się i podbiegłam do Laury. Ominęłam Angelikę, ktora była baaaaardzo zainteresowana swoim chłopakiem. Tak to jest jak się nie umie pić. Pijesz się jednym słabym piwem i proszę. I oto  powstaje taki wynalazek jak Angelika.
- Laura skarbie widziałaś ją?- wskazałam jej głową obiekt moich rozmyślań.
- Pff. Niech się jebie. Jakoś ostatnio wgl mam ją w dupie. Życie. Ej wiesz co? Ty mnie jakoś ostatnio nie wkurzasz. - uśmiechnęła się do mnie i upiła łyk z butelki Desparado - Chcesz łyka?
- Dawaj - wyrwałam jej butelkę inapisami się. Wypiłam o końca, a  jako że zostało 3 łyki wyrzuciłam butelkę. Chwilę później rzuciłam się na Blondi jak jakaś popierdolona. Ona byłą tak oszołomiona, że wylądowałyśmy na ziemi śmiejąc się i okładając się pięściami.

♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

- Jesteśmy nienormalne - położyłam się obok niej. Nie ważne, że leżymy na środku ulicy, a inni się na nas gapią. Hej, a gdzie nasza paczka. Haha oj. Chyba - Kocham cię Nat. Obiecaj mi, że zawsze będziemy razem.
- Ja ciebie też kocham Blond pierdolcu - odwróciła głowę w moją stronę - i obiecuję ci to.
W końcu chyba jakiś debil postanowił tędy przejechać. Samochód z piskiem zahamował przy naszych głowach. Jakiś facet wypadł z samochodu klnąc. Hej, hahahaha ja chyba znam to auto.
- Czy wy ocipiałyście?! Mogłem was przejechać i.... Laura?
- Jeszcze pięć minut mamo- powiedziałam do Seby i razem z Natalią wybuchłyśmy śmiechem.
- Jesteście pijane. Gdzie reszta? - spytał, po czym zaczął się rozglądać - Nie widzę ich. Dobra. Pakujcie tyłki do auta. A jako że mam tylko dwa miejsca to jedna siądzie drugiej na kolanach.
- Wolałabym usiąść na twoich - ups. Wypsnęło mi się. O ja cię. Ale fajne niebo.
- Co  ty powiedziałaś?! - spojrzał na mnie zaskoczony.
- Chodź Nat, przejdziemy się naprawdę szybką bryką - złapałam ją za rękę. Zapiszczałyśmy i wpakowałyśmy się na miejsce obok kierowcy. Sebastian stał chwilę zdezorientowany, ale otrząsnął się i wsiadł do środka. Ruszyliśmy ale na nasze niezadowolenie jechaliśmy bardzo wolno. Nagle Sebastian skręcił i się zatrzymał. Wysiadł i otworzył drzwi z naszej strony.
- Natalia wysiadaj, a ty - pokazał na mnie ręką - zostań.
- Hau - odpowiedziałam. Co on ma mnie za jakiegoś psa?
- Ej młody - zawołał do Mikiego i reszty - Nie zgubiliście czegoś?
- Natalia! Gdzie wyście się znowu podziały?! - krzyczał Mikołaj - A gdzie jest Laura?
Już miał iść w moją stronę, kiedy Sebuś go zatrzymał. Mmmm ale on musi być silny. Ach. Wyobraziłam go sobie bez koszulki. Ale mięśnie!
- Ją z wami zostawiam, a z nią sobie jeszcze pogadam.
Sebastian wsiadł do samochodu i odjechał. Znaczy razem ze mną nie... W samochodzie zrobiło się gorąco, gdy zajechaliśmy pod mój dom. Czułam, że zaraz nie wytrzymam i będę musiała się sama przekonać o tych jego męskich ramionach.
- Blondi... - zaczął. Niestety nie było dane mu skończyć, bo rzuciłam się na niego. Zaczęłam go całować. On na początku zdziwony nie oddawał pocałunków, jednak chyba zmienił zdanie. O mój boże ale on całuje!!!! Zaraz się chyba roztopię.... Gdy zaczęłam ściągać z niekoniecznie koszulę, powstrzymał mnie. Zaskoczona odsunęłam się od niego. Popatrzyłam na swój dom. Teraz wydawał się taaaki rozmazany. Słyszałam jeszcze tylko urywki tego co mówił Sebastian.
-... chciałbym...... nie możemy...... wykorzystać..... pragnę ciebie jak cholera...... twój brat by mnie zajebał.... - i zasnęłam.

♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡

- Boże miej mnie w swojej opiece. Zapisz to sobie bo noego wiem co robię. I to najpewniej jednorazowa akcja. Laura słuchaj bardzo, ale to kurwa bardzo bym chciał. Nawet nie wiesz jak bardzo. Nie możemy tego zrobić. Po pierwsze nie chcę cię wykorzystać. TAK SŁYSZYSZ BOŻE! NIE CHCĘ TEGO. ZAPISZ TO SOBIE W TYM PIEPRZONYM KALENDARZU ŻE TO DZIŚ PRZYPADŁ TEN DZIEŃ!!! Po drugie pragnę ciebie jak cholera. Nigdy się tak nie zachowuje. Normalnie to bym cię przeleciał, ale twój brat by mnie zajebał - w końcu na nią spojrzałem. Spała sobie. Aha. - To ja się tu kurwa produkuję i tłumaczę, a ta sobie zasypia. Nie no chyba muszę popracować nad tekstami.
Wysiadłem z auta i wyciągnąłem z niego Laurę. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do domu. No i tu pojawia się przeszkoda w postaci drzwi... no ale czego to się już wcześniej nie robiło... Przełożyłem śpiącą dziewczynę przez ramię i zająłem się drzwiami. Spinką z jej włosów otworzyłem je. Z powrotem wziąłem ją na ręce i weszłem do środka.
- Ona chyba ma pokój na górze - pomyślałem. Już zacząłem wchodzić po schodach kiedy na górze pojawił się jej brat. Kurwa.
- Eee.... zmęczyła się na tym koncercie i powiedziała, żeby ktoś ją odwiózł i ja.... Eeee..... No i w drodze zasnęła więc postanowiłem, że sam otworzę drzwi, bo nie chciałem jej budzić....
- Dobra stary... nie tłumacz się. Drugie drzwi po prawej - powiedział i zszedł na dół. Ok. Ruszyłem za wskazówkami. To chyba są jej drzwi. Otworzyłem je i pierwsze co zobaczyłem to wielkie łóżko na środku pokoju. Oho... no ale nie czas na to. Położyłem ją na nim. Kiedy już chciałem się odsunąć, złapała mnie za bluzę i nie koszulę i nie chciała zdjąć. Powoli ją zdjąłem. No to teraz jestem pół nagi. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się do wyjścia. Na końcu schodów znów natknąłem się na Szejka. Zlustrował mnie z góry do dołu. Zatrzymałem się nie wiedząc co powiedzieć. On natomiast wycofał się do jakiegoś pokoju. Wrócił z koszulą w ręce i rzucił mi ją.
- Masz bo jeszcze jakaś laska się na ciebie rzuci - zawołał wchodząc po schodach. Wróciłem do samochodu i wybrałem numer Mikołaja.
- Gdzie jesteście?
- Na starówce - odpowiedział. Rozłączyłem się. Pojechałem tam i zastałem nie dość zadowalający widok. Wszyscy pijani w cztery dupy. No nic. Na szczęście w kamienicy pod którą siedzieli mieszka mój kumpel. Zostawię tu auto i wezmę ich.
- Ruszać się idzie po wasz samochód! - krzyknąłem. Zadzwoniłem do kamienicy. Wyszedł z niej wysoki napakowany mężczyzna.
- Siema Czaku. Musisz mi pomóc. Muszę ich przetransportować do domu, a mają dwa auta. Odwdzięczysz mi się tym za wiesz co....
- Spoko stary....
Gdyż już znaleźliśmy się na osiedlu zabrałem młodym kluczyki i razem z Czakiem odwieźliśmy ich do mojego, a raczej Mikołaja domu który był jakieś 20 minut drogi od starówki.
- Dzięki stary... odwieźć cie? - spytałem. Pokiwał głową.
- Nie dzięki. Wpadnę jeszcze tutaj do kuzyna niedaleko. Dzięki.
- Ta, dzięki. Dobra dziewczyny napiszcie do rodziców, że picie u Laury,  a wy chlopaki, że zostajecie u Mikołaja.
Wszyscy wzięli telefony do ręki włącznie że mną. Wykręciłem numer Szejka.
- Już się stęskniłeś? - zakpił sobie że mnie. Słyszałem jak się śmieje. Sam się uśmiechnąłem
- Stary... oni są zalani w cztery dupy. Jak coś to eee te koleżanki Laury śpią u niej. Tak jakby rodzice dzwonili.
- A ty co? Też się w matkę wczuwasz? Nie no spoko.
Rozłączył się. Kazałem wszystkim wejść do środka. Jak to dobrze że ciotki nie ma.... Ale kurwa. On ma rację. Ja dzisiaj coś zbyt dobry jestem. Wziąłem kluczyki i pojechałem z powrotem na koncert. O tak. Ja się jeszczę dzisiaj zabawie....


sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 11

Cześć kochani! Postanowiłam wrócić do żywych. Częściowo za namową mojej Natalii, która mi powiedziała, że jak nie dodam rozdziału to będzie wpierdol. :D
Już po egzaminach i mam czas na pisanie więc co ja się tu będę rozpisywać. Biorę się do roboty! :))
~PP

♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

- Zrobiłam to - powiedziała w końcu Ewelina.
- Cooo?! - wybuchły wszystkie dziewczyny. No może poza Laurą.
- A ty co? Zdziwiona nie jesteś? - spytała Angelika.
- Niezbyt - odpowiedziałam.
- A co to niby ma znaczyć?! Uważasz mnie za puszczalską czy co, że tak mówisz? - wyprostowała się Ewelina. Chyba ją wkurwiłam. Upss...
- Nie, bie uważam cię za taką. Ja po prostu nie jestem zdziwiona, bo was widziałam. Ale byliście tak zajęci sobą, że nie zauważyliście, że ktoś wszedł. A tak apropos. Jest coś takiego jak zamek w drzwiach. Mogliście się przynajmniej zamknąć.
Nagle jej czerwona twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Rumieńce wstydu pogłębiły sue na jej jasnych policzkach.
- Ty! Czekaj. Właśnie mi się tak zdawało, że ktoś wszedł ale Łukasz powiedział, że nikogo nie było. Tyle że ja słyszałam głosy. Tak i teraz się nie wywiniesz. Głosy. Dwa. Twój i .... ? - jej wzrok przepalał mnie żywcem. No tp zajebiście. Teraz wszystkie się na mnie gapiły.
- Eee.. no bo ten - zaczęłam.
- Stara tylko mi nie mów, że ty też zrobiłaś to z panem "lubię się bić z Sebą w Tesco" , po tym jak cię z nim zostawiłam! - Natalia się do mnie wrednie uśmiechała.
- Zołza - wystawiłam jej język - Ale nie. Nie zrobiłam tego i wejście tam z nim było przypadkiem, ponieważ chciałam iść do toalety, a jak już byłam przy drzwiach i odwróciłam się, żeby mu powiedzieć, że nie musi na mnie czekać, wpadłem na niego i zaczęliśmy się całować. No i szybko poszło. Wpadamy do łazienki, łazienka zajęta. No i się tak niezręcznie zrobiło. Wyszliśmy, a ja mu powiedziałam, że na mnie czekacie i że muszę iść. No i go zostawiłam.... - westchnęłam. Mówiłam tak szybko, że dziewczyny teraz wytrzeszczały gały w moją stronę.
- Łaaaaa.... ty Blondi to masz szczęście. Lgną do ciebie najfajniejsi i najprzystojniejsi faceci na całej kuli ziemskiej - rozmarzyła się Angelika.
- Tsa... no, a wogóle Wela, bardzo romantycznie... - uśmiechnęłam się do niej trochę krzywo.
- Dziewczyny.... ale on nie wie.. - dukała Ewela.
- COOOOOO?!?! - Teraz to już wszystkie dziewczyny wykrzyknęły zdziwione.
- No bo on był święcie przekonany, że ja to już robiłam. A ja... ja się wstydziłam powiedzieć. Nie wiem czemu, no ale wiecie. Wy już to robiłyście... no i ja... nie chciałam się przyznać do tego, że no wiecie...
- Skarbie musisz mu powiedzieć... - odezwała się Angelika.
- Ja jestem jednego ciekawa - Natalia zrobiła znudzoną minę - jak ci się udało to przed nim ukryć kiedy się pieprzyliście...
- NATALIA! - warknęła Angelika. Popatrzyłam się na Eweline. Zrobiło mi się jej trochę żal. Trochę. No bo sama jest sobie winna. Postanowiłam uratować sytuację.
- To znaczy. Ja i Natalia się zastanawiamy po prostu co mu powiedziałaś kiedy no...
Zawstydziła się. - On nie zauważył...
- Jak to? - teraz to ja byłam oburzona. No bo halo jak można nie zauważyć, że dziewczyna płacze podczas seksu. NO HALO.
- Nie gadajmy o tym proszę. Powiem mu to jak się zobaczymy. Obiecuję - Ewela uśmiechnęła się  lekko - A ty Natalia jak się bawiłaś?
- Nijak.
- I co i tyle? Nie bawiłaś się nawet trochę dobrze? - spytała Angelika. Popatrzyłam się na Natalię. Zrobiła krzywusa, ale chyba tylko ja go zauważyłam. Oho. Coś się dzieje. Później spytam.
- A ty Angelika? Może ty coś opowiesz, a nie tak wszystkich wypytujesz - powiedziałam.
- U mnie nic szczególnego. Żadnego szybkiego numerka.
- Aha. Natalia chodź ze mną na dół. Poszukamy coś do jedzenia, a wy dziewczyny znajdźcie jakiś fajny film.
Wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się do kuchni na dół. O nic nie pytałam. Jak będzie chciała to mi powie. Jak widać nie musiałam długo czekać.
- Pokłóciliśmy się.
- O. A o co? - spytałam.
- Bo tylko poszłam do domu, a on sobie znalazł inną panienkę. Pod moim domem z nią się obściskiwał. Rozumiesz?! - denerwowała się. W tym czasie ja zdążyłam znaleźć 3 paczki chipsów. Jeszcze picie.
- Nie martw się. Będzie dobrze - zapewniałam, ale nie byłam tego taka pewna. Zdążyłam zauważyć że między nimi nie jest już tak różowo. OH YEAH! ZNALAZŁAM PICIE!!!! - A o co chodzi z Eweliną?
- Bo w sumie wkurza mnie trochę. I jeszcze to. No proszę cię. Kto normalny by ukrywał to, że jest dziewicą?
- Nie wiem. Mnie też trochę to wkurzyło, że mu nie powiedziała. No ale stało się. Miejmy nadzieję, że mu powie. No ale tak zmieniając temat, w co się ubierzesz na "dzień pierwszoklasistów"? Ja pewnie sukienka i jakieś szpilki. Wiesz że dopiero teraz mają zrobić tą całą selekcję kto do jakiej klasy?! HALO JA MAM BYĆ W BIOL-CHEM-FIZ! Ciekawe z kim będę w klasie. Chciałabym być z tobą. - cieszyłam się jak głupia by ją zrozśmieszyć. Bingo! Uśmiechnęła się.
- Nie wiem, ale wiem że i tak będę wyglądać ładniej od ciebie - puściła mi oko.
- Pff.. chciałabyś - odpowiedziałam jej tym samym. Zebrałyśmy rzeczy i poszłyśmy na górę do pokoju. Uslyszałyśmy śmiechy. Wpadłyśmy do pokoju i zobaczyłyśmy Ewele i Angelike leżące na ziemi. Tarzające się że śmiechu. Popatrzyłyśmy na laptopa i same zaczęłyśmy się śmiać. Dziewczyny weszły na Omegle i gadały z jakimiś gimbusami. Najgorsze było to, że byli poubierani w oczojebne podkoszulki i czarne obcisłe spodenki i tańczyli do piosenki "#SELFIE" .
- SERIO? Załamałam się. - powiedziałam. Przełączyłam gostków i wszystkie teraz przysiadłyśmy do laptopa. Siedziałyśmy tak jeszcze chwilę. Później każda się przebrała i włączyłyśmy horror The Ring . Kiedy go oglądnęłyśmy poszłyśmy spać. To był długi dzień. I noc. Tak... I zasnęłam.

♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♥♥♡♥♡♥♡

- To jak ty do cholery masz zamiar je obudzić?! - spytałem stojącego obok mnie Arka.
- Nie bój się Mikołaj. Nawet już wymyśliłem jak obudzić Blondi. Wyobrażasz to sobie? Jest druga po południu, a te śpią jak zabite - zaśmiał się - Laura kochanie... to ja Seba. Kochanie wstań proszę... Ała - kopnąłem go. Nienawidzę kuzyna. No ale chyba się sprawdziło bo dziewczyna coś zamruczała i przyciągnęła Arka do siebie. Haha ale frajer. Laura trzymała go w żelaznym uścisku. Tylko mnie zastanawia jedno. Dlaczego zamiast wstać i nawrzeszczeć na niego, ona go przytuliła... nie ważne. Dobra pora to kończyć. Tylko za dużo hałasu nie mogę robić. Tak powiedział brat Laury.
- O MÓJ BOŻE!!! MARIO CASSAS JEST TUTAJ! -zadarłem się jak najbardziej piskliwym głosem. Efekt był natychmiastowy. Wszystkie poderwały się z miejsc. Przy okazji lekko poturbowały Arusia. Zacząłem się z nich śmiać. Gdy tylko ogarnęły co się dzieje, popatrzyły na mnie groźnie. O kurwa. No teraz będę miał przejebane. Rzuciły się na mnie z pięściami i zaczęły nimi okładać. Kurde mają jednak trochę siły. Teraz to ten frajer się ze mnie śmiał. W końcu postanowił się nade mną zlitować i zaczął odciągać dziewczyny.
- Ekhu, ekhu... no nie powiem siłę to wy macie - odkaszlnąłem.
- Kto was tu wpuścił? - zapytała Blondi.
- Twój braciszek. A w zamian za to że was obudziliśmy możecie nam dać coś do żarcia - wyszczerzył się Arek. Przyciągnął Angelikę do siebie i pocałował w policzek. Laura odwróciła się do Natalii i symulowała wymioty. Obie zaczęły się śmiać.
- A co zjemy na śniadanie? - spytała Ewelina.
- Śniadanie? - razem z Arkiem zacząłem się śmiać - chyba obiad.
- Co? O czym ty.. - Natalia spojrzała na zegarek - O kur....
- Tak wiem, że nas kochacie. Zamówiliśmy wam dwie duże pizze z Da Grasso . Nie dziękujcie.
- Jesteście.... hmm w porzo - Laura uśmiechnęła sie wrednie. No tak. Nie będzie nas przecież zasypywać komplementami. To nie w jej stylu.
- Ta, a ja jestem BOSKI, bo za to płacę - do pokoju wszedł Dawid, a za nim Łukasz.
- Spoko jak chcesz to ci oddamy... - zaczęła Natalia.
- Nie. Nie trzeba. - popatrzył się na Natalię.
- No to kochane jedzcie, bo wystygnie - powiedziałem. Dziewczyny rzuciły się na jedzenie. Fajnie to wyglądało. Kiedy zjadły wygoniły nas za drzwi, bo chciały się przebrać. Usiedliśmy w salonie i wlączyliśmy telewizję.

♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

- No! W końcu! Godzinę na was czekamy - zawołał Łukasz.
- Nie ważne... Gdzie jedziemy? - zapytałam się.
- No a gdzie chcecie? Możemy podjechać na plac. Podobno jakiś koncert jest. - zaproponował Mikołaj.
- No to jedziemy na plac. Później się zobaczy - zarządziła Natalia.
Wsiedliśmy do dwóch samochodów i ruszyliśmy na osiedle. Już z daleka dało się usłyszeć głośną muzykę. Musieliśmy zaparkować pod pod galerią, ktora z kolei znajdowała się pół kilometra od placu. Super. Tak mi się nie chce chodzić, bo wszystko mnie boli.
- Laura, wskakuj na barana - zawołał Mikołaj. Dziękuję ci Boże za to, że czytasz mi w myślach. Miki się schylił, a ja usiadłam mu na ramionach. Podobnie zresztą zrobiły Angelika i Ewelina. Spojrzałam na Natalię. Ona z Dawidem się o coś kłócili. No nie ma chłopak lekko. W końcu dotarliśmy na plac. Zauważyłam tutaj sporo znajomych. Chlopaki, z nami na ramionach, skierowali się w stronę grupki kolegów z ich klasy.
- Siemanko wszystkim - zawołał Rafał. Wszyscy po kolei się przywitali. Nagle zapragnęłam być pod samą sceną. Nie obchodziło mnie to kto gra. Ale tak dla zasady, chciałam się dostać pod scenę. Schyliłam się tak, żeby Mikołaj mógł mnie usłyszeć. - Chcę zejść.
Postawił mnie na ziemi, a ja podeszłam do Natalii. Pociągnęłam ją za rękę.
- Pod scenę - krzyknęła do mnie. Pokiwałam głową. Zaczęłyśmy przedzierać się przez tłum. Caly czas to ktoś na nas wpadał, albo my na kogoś. Wszyscy dookoła nas skakali  , darli się no i ogólnie jak na koncercie. Nareszcie dotarłałyśmy. Ufff... co za ulga.
- No i jesteśmy. Widzisz kogoś? - wrzeszczała mi do ucha. Zawsze przy barierkach zwykle spotykałyśmy kogoś znajomego.
- Nie tym razem... a nie poczekaj. Widzę kogoś... tyle że nie przy barierce...
- Kogo?! - zdziwiła się. Pokazałam jej tył sceny. Obok namiotu zespołu, jak gdyby nigdy nic, gadał sobie z ochroniarzem.... Paweł. Ten koleś coraz bardziej mnie intryguje. Wyciągnęłam telefon i napisałam do niego na fejsie. No bo ja nie jestem taka zdatna i nie mam jego numeru. Oczywiście. Patrzyłam na niego w duchu modląc się żeby odczytał. TAK!!!! Patrzyłam jak wyciąga telefon i rozgląda się. Pomachałam do niego i chyba mnie zauważył, bo powiedział coś do swojego "kolegi", ten kiwnął głową i ruszył w moją stronę. Kiedy już był naprzeciwko nas, chciałam coą powiedzieć, ale ochroniarz po prostu wyciągnął nas z poza barierek i kazał iść za sobą. Zdezorientowane popatrzyłyśmy po sobie, ale ruszyłyśmy za nim. Za nami inne dziewczyny darły się i również próbowały się ty przedostać ale na marne. Ochroniarze im to uniemożliwili. Dotarłyśmy do namiotu.
- Witam drogie panie. Zapraszam do środka - pokazał nam ręką namiot.
- Ale czy my na pewno możemy...? I co ty tutaj robisz?! - dukałam.
- I tam odpowiada - rzuciła Natalia i weszła do środka. Niepewnie spojrzałam na namiot.
- No chodź. Nie bój się, nie gryzę - uśmiechnął się do mnie. A co mi tam! I weszłam.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Zawieszam

Nie wiem na ile. Nie mam weny w ogóle a poza tym jestem megawkurwiona bo jakaś laska zapierdoliła mi mój złoty pierścionek po babci. NO KURWA MAĆ. Mam ochotę wszystkim rzucać. Nie będę się więc tu wyżalać i idę rozpiedolić swój pokój.
~PP